Kurza stopa

W TYM MIEJSCU (PO)STARAM SIĘ W MIARĘ SYSTEMATYCZNIE OPISYWAĆ SWOJE ZMAGANIA Z KURZYM CHOWEM

Układ tej strony jest podporządkowany "regularnej chronologii" co oznacza, że im niżej tym wpisy bliższe dniu obecnemu :)

Pomysł zrodził się w mojej głowie w ostatni wtorek, tj ściśle 22 lutego. Przejrzałam w sieci co na temat chowu kur na małą skalę można wynaleźć. Zaczęłam od ustalenia jak dużo miejsca trzeba wygospodarować na kurnik. Do tego w naszym przypadku kurnik z wolnym wybiegiem odpada, bo na pewno nie doczekalibyśmy się ani jednego jaja, bowiem albo kury zostałyby upolowane przez nasze koty (sztuk sześć) albo popadłyby w ciężką depresję, albo co gorsza, zamieniłyby się w rasę kur mięsnych, z bogato rozwiniętą muskulaturą dzięki ustawicznym ucieczkom przed kotami. Zatem wyłącznie kurnik z wolierą. Postanowione!. Kolejnym etapem było poszukanie na allegro gotowego rozwiązania. Było. Ale za 650 złotych. Hm. Stwierdziłam, że choć na wariackich proszkach, to potrafię zdobyć się na logiczne myślenie i rozsądek. Uznałąm, że kurnik z wolierą zrobimy sami, zwłaszcza, że oboje z mężem jesteśmy majstrusiami. Powstała więc do rozstrzygnięcia kwestia projektu. Nie ukrywam, że inspiracją - na ten moment - jest kurnik za 650 złotych. Zadzwoniłam do sprzedawcy i zapytałam o rozmiary kurnika i woliery, brak było bowiem takowych pod zdjęciem przedmiotu. Powiedział, że około 3 metry długa i półtora szeroka. Pomyślałam OK. I miejsce się znajdzie i nowy element wystroju naszego ogrodu to nie będzie wielki grzmot. Rozrysowałam więc sobie na kartce roboczy projekt i oświadczyłam swojej drugiej połowie ile czego potrzebujemy. W głosie mojego Męża być może nie słychać było entuzjazmu czy, co gorsza, politowania, raczej ze spokojnym pragmatyzmem powiedział: ok to może mieć sens. Dobra nasza pomyślałam. Teraz wypróbuję Mamusię. Zadzwoniłam i oświadczyłam, że Rodzice mogą od lata spodziewać się systematycznych dostaw jaj. Moja Mama - jak zwykle błyskotliwa, w końcu po niej to mam :) - od razu domyśliła się o co chodzi lecz i tak z nieskrywaną podejrzliwością zapytała: chyba nie zamierzasz hodować kur Kasiu?. - A jakże - odpowiedziałam. Moja Mama stwierdziła, że teraz nie bardzo może rozmawiać, bo jest w sklepie ale potem do mnie oddzwoni. Upewniłam się, że jest w galerii handlowej. Tam są bowiem apteki... Jeśli dla mojej Mamy kolejny genialny pomysł córki byłby ponad siły - w aptece otrzyma stosowną pomoc. Rzeczywiście po kilkunastu minutach dokończyłyśmy przerwaną rozmowę. Mama ochłonęła a ja byłam w swoim postanowieniu niewzruszona. Mama zrezygnowała z wyliczania negatywów tego pomysłu i stwierdziła - no dobrze, tylko upewnij się jakie  przepisy regulują taką hodowlę, bo wiesz wasi sąsiedzi nie omieszkają wykorzystać każdego waszego błędu. Rzeczywiście nasi sąsiedzi "zza płota" to odrębny temat, lecz szkoda na nich miejsca na moim blogu. Przynajmniej na razie ;)
Od razu zamówiłam sobie dwie książki na allegro - na które teraz czekam.
Według "okładkowych" zapewnień znajdę w nich informacje i o zasadach prowadzenia małego kurnika i o rasach kur najlepiej sprawdzających się w konkretnych warunkach i projekty kurników (być może znajdę lepszy niż ten który sobie zaprojektowałam) i o karmieniu, pielęgnowaniu itd itp.



Zatem czekam. ślinka mi leci na myśl o własnych jajach. Ach! Oczywiście jak tylko na kurzym froncie coś drgnie - opiszę to niezwłocznie.










Dziś niedziela 27 lutego
Poczta nie działa (u nas na wsi to nawet w sobotę nie działa) więc z nadzieją czekam na poniedziałkowe odwiedziny listonosza, który być może wreszcie przyniesie mi moje kurze książki, bo mój projekt tkwi na razie w martwym punkcie.

Poniedziałek 28 lutego
Są książki!!! Przyszły hodowca kur w mojej osobie rzucił(a) się na literaturę. Cały wieczór kartkuję. Z pobieżnej lektury już niepokojąca kwestia - wygląda na to, że bez względu na wielkość mojego kurnika (kurniczka przecież!) konieczne będzie pozwolenie... na budowę. Choć konstrukcja ma być drewniana, nie związana na stałe z gruntem, czeka mnie wyprawa do urzędu i sprawdzenie jak jest rzeczywiście. Wrrr Jak ja o lubie! Do tego problem może też być z sąsiadami. Na terenach rekreacyjnych (a takie tu mamy) sąsiedzi mogą się nie zgodzić na hodowlę kur, a na pianie koguta w szczególności. Co prawda i my lubimy pospać, więc koguta w planie niet, ale sąsiadów zza płota mamy z gatunku psa ogrodnika, co to sam nie zje i drugiemu nie da. Nic to, na razie się nie zniechęcam! Wypinam pierś i z entuzjazmem wyczytuję dalej kurze mądrości.
Na marginesie, ponieważ przyjście literatury fachowej wywołało we mnie niepohamowany entuzjazm, więc w ekstazie wydałam z siebie bliżej nieokreślone i do tej pory nie wydobywające się ze mnie dźwięki, co moja rodzina w osobie Męża i Córki skwitowali: chyba nie potrzebujemy kur, skoro mama zaczęła gdakać. Hm. Czytam. Jutro kolejne doniesienia.

Środa 16 marca

Z jutra zrobiły się dwa tygodnie. Ale pomysł nie upadł. W ostatni piątek nabyłam w drodze kupca większość materiałów na kurnik. Listewki, siatkę na wolierę, deski boazeryjne na "elewację", dachówkę bitumiczną oraz dwoje drzwiczek żaluzjowych, które zainstaluję w kurzym domku. Poza tym trochę stolarsko-metalowej "biżuterii", wkręty w trzech rozmiarach, rzymskie śruby, linkę stalową itp.
Mam w planie na przełomie marca i kwietnia zasiedlić kurnik a przy odrobinie szczęścia na Wielkanoc będziemy mieć własne jaja!
Przede mną teraz dokładne rozrysowanie projektu. Wybrałam już jeden z książki, ale chcę go zaadaptować na swoje warunki i dostosować do swoich oczekiwań. Kurnik z książki przewidziany został dla trzech kur, ja natomiast chcę zrobić odpowiedni dla ośmiu kur.
W sobotę natomiast widziałam na targu w mieście koła z łożyskami, które też będę musiała kupić, ponieważ kurnik na pewno będzie mobilny. Na tę decyzję wpływ ma nasze sąsiedztwo zza płotu. Mając możliwość przesuwania kurnika nie narazimy się na zarzut nielegalnego wzniesienia budowli i unikniemy kolejnego nasłania na nas nadzoru budowlanego.

Środa 23 marca 
Budowa kurnika w związku z planami konferencyjnymi i niedostatkami - jak się okazało - materiałowymi czeka jeszcze pewnie z tydzień. Muszę jako bazę konstrukcyjną zbudować pudło z płyt OSB lub QSB (widziałam reklamę tych płyt, ale muszę się im przyjrzeć, bo nie wiem, czy będą się nadawały). Projekt noszę w głowie. Czeka mnie matematyczne wyzwanie, ponieważ chcę by był większy więc będę musiała jakoś przeliczyć wymiary oryginalnego projektu. Ponieważ jestem raptus, więc ta część obliczeniowo- projektowa nie jest czymś co sprawia mi dziką radość. Liczę na pomoc Z. w weekend. Z drugiej strony ogród po roztopach przedstawia obraz nędzy i rozpaczy :( Powinnam się za niego wziąć hm. Ale kurnik powinien być gotowy na koniec miesiąca! Pomyślę o tym w piątek wieczorem i będę namawiać Z. na weekendową współpracę.

Poniedziałek 28 marca
Przygotowania idą pełną parę. Wczoraj kupiłam brakujące płyty i styropian do ocieplenia kurnika. Dzisiaj rozrysowałam wszystko na detale i wyliczyłam jakie wymiary mają mieć listwy konstrukcyjne. Pewnie nie uniknęłam błędów, ale w końcu nie stawiam domku jednorodzinnego i architekt też ze mnie lichy. Ważne żeby kurnik był użyteczny (mam nadzieję, że ptaszyska nie zbojkotują lokum) i żebym miała fun w trakcie jego konstruowania. Jeśli uda się złożyć to ustrojstwo do kupy przed niedzielą, to w niedzielę jadę z zaprzyjaźnioną weterynarz po kury na targ. Mam lekki dylemat czy brak kurczęta - bo wtedy na jajka musiałabym czekać około 3 miesięcy, czy wziąć ze dwie dorosłe nioski i jajka będą za kilka dni. Dylemat bierze się stąd, że kury tworzą całkiem ustrukturalizowane społeczności i rzadko akceptują nie swoje kurczęta. Hm. Nie wiem więc jeszcze jakie będą decyzje, ale mam jeszcze czas, żeby się zastanowić.

Czwartek 31 marca
Prace ruszyły pełną parą. Opierając się na dokumentacji, którą sobie przygotowałam przystąpiłam do konstruowania kurnika. Oczywiście w toku prac (czując się co najmniej jak projektant mostu północnego) nanosiłam konieczne korekty ;) Pojawiły się więc dwa - a nie jak na początku planowałam jedno - okienka. Modyfikacje dotyczą także "umeblowania" kurnika. Czy w ogóle mam pojęcie a przynajmniej wyczucie w tym względzie - ocenią kury. Obawiam się, że mogę nie zdążyć przed niedzielą (a w niedzielę chcę przywieźć kury), ponieważ poza pracami montażowymi i wykończeniowymi czeka mnie jeszcze splanowanie podłoża. Konieczne jest wypoziomowanie powierzchni 2,5 na 2 metry, ponieważ chciałabym zastosować "dwupolówkę" i przesuwać kurnik co jakiś czas o metr, żeby kury miały świeżą trawę. Uśmiechnęłam się do sąsiada, który obiecał mi pomoc, więc liczę na to, że jak rzeczywiście dotrze jutro i chwyci za szpadel, to może do niedzieli wystarczy mi czasu.

 Czwartek 7 kwietnia
"Kurnik sie robi pani kochana" Temat drażliwy. Robota idzie jak krew z nosa. Ale się nie poddam!!


Pod koniec kwietnia kurnik WRESZCIE został zasiedlony.

Nie będę już usprawiedliwiać się dlatego nie pisałam systematycznie tak, jak miałam zamiar. Tak wyszło. Ale wyszedł także kurnik :) I choć mimo planów, nie było własnych jajek na wielkanoc, to są od wiosny aż do dziś, kiedy piszę tę słowa a jest połowa grudnia!.
W listopadzie pojawił się nowy mieszkaniec kurnika - Czesław. Czesław jest miniaturowym kogutem z całkiem nieminiaturowym głosem, pieje ile sił w koguciej piersi i do tego wali seriami od czwartej nad ranem.
Niestety żywot mojego Czesława jest zagrożony każdej pierwszej nocy naszych gości. Od rana proponują rosół. Zaciekliwość mija po trzecim noclegu. Człowiek ma bowiem niezmierzone zdolności adaptacyjne ;)
Chociaż odgrażałam się wcześniej, że jak trzeba będzie odgłowić koguta to ręka mi nie zadrży. Bzdura. Nie ma mowy. Którekolwiek z moich skrzydlatych podopiecznych ma zapewnioną emeryturę lub eksmisję w ostateczności, ale łba nie utnę! Nie miałam nigdy wyobrażenia, że z tymi ptaszkami może być kontakt. Jakikolwiek kontakt. Tymczasem ożywiają się jak widzą mnie z daleka, gdy coś robię w ogrodzie łażą za mną jak psy i zaglądają co mam w dłoniach. W ogóle to strasznie ciekawskie zwierzątka. Kiedy Z. montował ogrzewanie w kurniku, jedna skutecznie oparła się czasowej eksmisji. Nie dała się wygonić z kurnika i patrzyła dokładnie co Z. robi. I wszystko było ok do chwili gdy w wejściu nie zawisła ręcznikowa kotarka (żeby ciepło nie uciekało w kosmos). Nasza milusińska empirycznie dowiodła, że ciekawość jest większa niż logika. Choć ciekawie spoglądała co Pan robi, to jak skońćzył i opuścił kurzy przybytek, zdezorientowany ptak nie mogąc odnaleźć wyjścia, zaczął walić w jedno z dwóch okienek kurnika. Z. relacjonował potem, że wyglądało to tak, jakby kura wrzeszczała: "drzwi!!  zabrali drzwi! gdzie są drzwi?! wypuście mnie!". Po wskazaniu drogi ewakuacyjnej już było dobrze. Wszystkie ptaki zaakceptowały firankę i mogą rozkoszować się cieplutkim domkiem.

OJ CIĘŻKIE CZASY... ZIMNO JAK CHOLERA

Mróz mrozi niemiłosiernie. Siłą rozpędu, jeszcze trzy dni temu, kurki niosły się wręcz wyśmienicie. Ale jednak mróz trwa już za długo i mimo, że kurze stado ma ocieplony domek, to przy przy minus 20 i głębszym mrozie, zainstalowane ogrzewanie nie wystarcza. Kury przestały się nieść :( Dziennie pojawia się jedno jajko. Wczoraj nawet i tego nie było. Liczę na to, że wreszcie, jak mróz zelżeje to nasze jajodajki się odetkają. Czesław też jakby z mniejszym entuzjazmem wita poranki. Wcale mu się nie dziwię. Mało tego, kiedy mróz skuł cały świat, kawaler zaczął nawet sypiać w kurniku. Niech już przyjdzie wiosna!!!

JESZCZE MROZI

A moje kurze stadko ruszyło z nieśnością. Nie jest to jeszcze opcja "max", czyli letnia, gdy z sześciu nieśnych kurek niemal codziennie jest 5 jajek. Teraz znoszą trzy i uważam, że to bardzo dobry wynik biorąc pod uwagę temperatury dalekie od tych, które kurki preferują. W związku z dużymi mrozami (temp. w ciągu dnia -5 a w nocy nawet do -10 stopni C) nie mogę im dawać tego co bardzo lubią, czyli różności gotowanych (ziemniaczki, warzywa, itp.) czy zawierających dużo wody (namoczony chleb, płatki itp.). Ale gotuję im małe ilości kaszy (jaglanej, pęczaku), które uwielbiają i zjadają zanim zdąży ją ściąć mróz. Pewnie z tego też powodu nabrały "ochoty" na znoszenie jajek. Oczywiście żartuję sobie pisząc o chęciach, bo to Pani kochana czysta biologia. Jest zimno - nie ma jajek. Mało jedzenia - nie ma jajek itd. Staram się za to, żeby miały stale wodę (pojnik stoi na podkładce grzewczej, ale szaleństwa z temperaturą nie ma :( ) i pełny karmnik zbożowy (na targu kupuję przenżyto, proso i kruszoną kukurydzę).


Lecz wiosna tuż, tuż, zapewne do końca tygodnia mróz już się wymrozi tej zimy i będzie można dokładnie uprzątnąć "posadzki" w kurniku i klatce, żeby nie tylko kurkom było miło ale i nam. Nic bowiem tak mnie nie cieszy jak czyściutkie obejście (choć w naszym przypadku miniaturowe).


Tymczasem zamieszczam zdjęcia z przedwiosennego spaceru mojego stadka. Czesław niestety trochę stracił na urodzie, bowiem odmroził sobie grzebień i korale przesiadując jak ten głupi w towarzystwie tak samo głupiej pstrokatej kurki na grzędzie poza domkiem (ona też ma odmrożony grzebień), gdy trzaskał mróz a słupek rtęci spadał nawet poniżej 15 - 18 stopni. Kurki też nie pierwszej urody, bo zaczęły się pierzyć. Ale tak jak ogród wygląda smętnie, tak i zwierzęta zrzucając zimową szatę nie nadają się na wystawę ;) Ale wiosną.... będzie bosko!!

















I rzeczone jajęta:



DRUGI TYDZIEŃ MARCA 2012

Od tygodnia padają jajeczne rekordy! Kury niosą się jak szalone (obecnie pięć jajek dziennie to standard, choć było i sześć!! (z siedmiu kurek przypomnę). Do tego są naprawdę OGROMNIASTE.
Jestem dumna ze swoich podopiecznych. Okazuje się bowiem, że kura to też człowiek i jak wyjrzało słońce, to takiej kurze po prostu żyć się chce!
Do tego jeszcze to co moje kurze stadko uwielbia - gotowane różności - mogę im serwować bez obaw, że zaraz zamarzną. A jaja potrzebne - wszak zbliża się Wielkanoc Wielkimi Krokami :)

01 KWIETNIA 2012

Niestety nie jest to żart prima aprilisowy, choć sprawa dotyczy... kurzej stopy jako żywo. Jedna z moich niosek złamała nogę. Początkowo myślałam, że kurka wypoczywa sobie w piasku. Rozkładała się na ziemi w wolierze, szeroko rozpościerała skrzydła. Zwykle latem w taki sposób kury się chłodzą. Z uwagi na dość niskie temperatury w tym tygodniu sprawa wydawała mi się jednak nieco podejrzana. Po trzech dniach zauważyłam, że inne kury po prostu po niej depczą. Wczoraj wyjęłam ją z woliery. Miała oskubany przez sąsiadki łebek i zimną jedną nogę. Za radą zaprzyjaźnionej weterynarz, wzięłam ją do domu. Spędziła kilka godzin na ciepłej posadce w wiatrołapie (ogrzewana podłoga). Łapka się ogrzała, ale kura zupełnie na niej nie stawała. Co gorsza nie była w stanie utrzymać się na jednej łapie. Pomacałam chorą kończynę, i wydawało mi się, że jest złamana. Moje podejrzenia potwierdziła weterynarz. Z uwagi na znikome szanse na wyleczenie a jednocześnie poważny ból, który stał się udziałem ptaka - dzieła dokończyła siekiera :(. Idą święta - więc będzie rosół, ale trochę mi przykro. Od początku możliwość odgłowienia moich kurek był tematem, na który nie chciałam rozmawiać. Okoliczności jednak okazały się decydujące i w najbliższym czasie dokupię do stada młodego ptaka. Mam jednak nadzieję, że to była absolutnie wyjątkowa sytuacja i pozostałe kury nie będą robiły sobie krzywdy. Zwłaszcza, że zupełnie nie przychodzi mi do głowy w jakich okolicznościach mogło to się stać.

18 MAJA2012

Widzę, że największym zainteresowaniem na moim blogu cieszy się strona Kurza stopa. Z jednej strony trochę mnie to zaskakuje, bo nie sądziłam, że tak wielu ludziom "kura w duszy gra" ;) z drugiej strony nie dziwi mnie, że tak wiele osób docenia smak własnego jaja!
Z inspiracji Pana Marcina, który jest zainteresowany budową własnego małego kurnika z wolierą - przedstawiam poniżej obiecane zdjęcia poglądowe. Natomiast skany "planów" tj. moich odręcznych rysunków z miarami wysyłam zainteresowanym na maila. Tymczasem włączam zdjęcia, które z przyjemnością strzeliłam przed chwilą, bowiem skanami zajmie się mój mąż w weekend.
Ja widać zdjęcia bez żadnych skrupułów obnażają niedoskonałości wykończeniowe :) oraz to jak ptactwo obchodzi się ze swoim mieszkankiem.
Ilość guano, które widać na zdjęciu jest imponująca, bowiem jutro zaplanowane jest sprzątanie kurzego obejścia. Co dwa weekendy czyścimy naszym kurkom domek. Wymieniamy wówczas siano w gniazdach i słomę lub siano w domku, a także wywozimy guano z woliery i wsypujemy pospółkę albo drobny żwirek. Pamiętajcie, że ptaki bez drobnych kamyczków nie modą prawidłowo trawić!

Domek jest zbudowany z płyty QSB, jest trochę tańsza od OSB a tak samo a nawet lepiej się nadaje do kontaktu z wilgocią - jest zabezpieczona impregnatem zielonym, podobnie jak płyty KG do wilgotnych pomieszczeń. Ponadto domek został ocieplony ze wszystkich stron (z wyjątkiem ścianki domek/gniazdo) styropianem 2 cm, a w dachy i podłogę został włożony grubszy. Dach pokryliśmy dachówką bitumiczną. Jest to większy i niepotrzebny  wydatek. Zwykła papa byłaby tańsza i zapewne lżejsza, więc znalazł się na kurniku wyłącznie ze względów estetycznych (mój kaprys). Powiem w sekrecie, że moim marzeniem był gont, ale mój mąż na wieść o tym, zakreślił na swoim czole kształtne kółko, więc skończyło się na "nibydachówce" :)
Dla komfortu opiekunów (czyli Zakładu Oczyszczania Kurnika), zarówno dach kurnika jest "otwieralny" (widać na zdjęciu) jak i drzwiczki frontowe, a na poziomie podłogi domku znajduje się wysuwana szuflada. Otwierany dach bardzo przydaje się w sytuacji poważniejszego serwisu, czy tak, jak musieliśmy na jesieni dodać jeszcze jedną grzędę. Otworzyliśmy dach, ja wpakowałam się z wkrętarką do środka i po pięciu minutach sprawa była załatwiona.
Dach nad gniazdem także się otwiera, dzięki czemu dostęp do jaj jest bardzo wygodny. Te pięć jaj, zostało zniesionych dzisiaj do południa. Z naszych sześciu kurek mamy codziennie 5 - 6 jaj. Dla naszej pięcioosobowej rodziny jest to optymalne rozwiązanie.
Na razie nie odbudowałam stadka o jedną kurkę, która złamała wczesną wiosną nogę i musiała skończyć w rosole (był przepyszny, podobno z niosek rosół jest najdoskonalszy). Nie kupiłam nowej kury ze względu na niebezpieczeństwo zarażenia własnego stada, chorobami, które może przywlec nabytek. W tym celu zamierzam latem przygotować jeszcze jedną małą wolierę (przy ładnej pogodzie, domek nie jest potrzebny, nasze kury śpią co do zasady na grzędzie w wolierze). Nowa kura po tygodniu odosobnienia, jeśli okaże się zdrowa - zostanie włączona do stada. O tej operacji oczywiście znajdzie się wzmianka na Kurzej stopie.
A oto dokumentacja fotograficzna:
podkop widoczny pod drzwiczkami to robota naszych psów :( Kurze menu okazuje się bardzo pożądane przez psy, pod warunkiem, że jest w ... wolierze ;)



gniazdo, przejście z "livingu" do gniazda zrobione jest z boku, dla stworzenia niosce bardziej zacisznego miejsca. Bardzo się sprawdza. Jaja znoszone są przede wszystkim w prawym gnieździe.


dzienny urobek

living-room ;)

dzięki takiemu otworowi możliwe jest dokładne wysprzątanie podłogi domku. Podłoga domku, została wykonana z najtańszych paneli podłogowych. Po całym sezonie użytkowania nie wymaga jeszcze wymiany (o dziwo!)
wyjmowana szuflada, w założeniu miała ułatwiać usuwanie guano zbierającego się pod grzędo, ale w tak małym stadzie nie sprawdziła się. Wystarczy tylko zdejmowana ścianka, żeby łatwo można było wysprzątać podłogę.


zamykanie woliery, nie zastawałam haczyka. Z. zrobił mi skobelek, dzięki któremu drzwiczki przylegają do framugi i nie paczą się.

zastosowałam zawiasy umożliwiające otwarcie drzwiczek na płasko. Dziś zrobiłabym jednak obszerniejsze wejście. Ciężko sprząta się wnętrze woliery.

zewnętrzna grzęda, która dodana później znacznie poprawiła sztywność całej konstrukcji woliery



widoczne tutaj cegły, nie są elementem konstrukcyjnym. Niestety nasze psiaki dla zabawy robiły podkopy do woliery, wyjadały to co dostawały kury (!) a całe stado puszczały na ogród...

6 CZERWCA 2012


Wygląda na to, że Czesław poczuł się panem swojego haremu. Od pewnego czasu zaczął dosiadać swoje dziewczynki, ale nie myślałam, że coś z tego wyniknie. Tymczasem jedna z blondynek wyraźnie zaskoczyła i… wysiaduje. 


 Nie jestem blondynką, ale unikam żartów na tej kanwie ;) lecz moja blondynka, to naprawdę wyjątkowa idiotka. Wysiaduje bowiem - jak widać w samym przejściu między gniazdami, praktycznie w wejściu do strefy "nieśnej". Ale cóż zrobić. Boję się ją teraz niepokoić i przenosić, bo nie wiem jak by zareagowała. Siedzi więc okrakiem na samym środku.

A w ogóle to nie zorientowałam się od razu co się święci, więc kwoka zdążyła zagarnąć pod skrzydła cztery jajeczka. Jednak wczoraj wpadłam na pomysł! Kiedy wreszcie zeszła ze stanowiska i poszła na podwieczorek, na czterech wysiadywanych jajeczkach narysowałam ołówkiem krzyżyki. Po co? Ano jeśli bym tego nie zrobiła, to – jak dowiedziałam się od mojej nieocenionej Laury, weterynarki nadwornej – każde zniesione przez inne kury jajko, kwoczka zagarniałaby do wysiadywania. Oczywiście nie ma gwarancji, że jedno jajeczko zostało zapłodnione, lecz nie zależy mi szczególnie na niecelowanym rozpłodzie mojej kurzej gromadki.Wystarczy zupełnie jeden "eksperymentalny" kurczaczek.

A co mi dało "osmyczenie krzyżakiem" (pamiętacie "Allo Allo")? Otóż po pierwsze, każde jajko bez krzyżyka mogę z czystym sumieniem podbierać, po drugie, owe cztery „osmyczone"za trzy, cztery dni podświetlę latarką i będę wiedzieć, gdzie tworzy się kurczaczek. Pozostałe zabiorę kwoczce dzięki czemu i ja będę miała jaja dla mojej Rodzinki i kwoczka będzie miała to, z którego ma szanse wylegnąć się kurczaczek. 

Ale jaja! Nie spodziewałam się, że miniaturowy, rajski Czesław coś takiego zmajstruje!

LISTOPAD 2012

Tej jesieni zdecydowaliśmy się na odnowienie kurzego stada. Z ciężkim sercem (ale takie jest prawo natury) jednak zdecydowaliśmy o wybiciu ptaków. Po ponad trzech tygodniach totalnej pauzy w nieśności, po konsultacji z weterynarzem, zdecydowaliśmy się na to. Z. zajął się stroną "eksterminacyjną", ja kulinarną. Przygotowane rosołowe tusze, czekają w zamrażarce na kolejne niedziele.
Wiosną, znowu zasiedlimy kurnik. Do tego czasu dokonamy niezbędnych napraw. Kurnik naszej konstrukcji sprawdza się znakomicie, jednak jesienią próbowały dostać się do środka (od strony gniazda) myszy. W tym roku zresztą szczególnie dużo jest tych gryzoni. Prowadzimy - dziś już mogę powiedzieć wyrównaną - walkę z tymi małymi ogoniastymi stworzeniami. W warsztacie mieliśmy prawdziwą plagę. Codziennie opróżnialiśmy po kilka pełnych pułapek. Przez jakiś tydzień był spokój, ale znowu nie wiemy jakim sposobem dostały się do wnętrza domu. Mimo, że w domu są koty - nic sobie z tego nie robią. Dlaczego natomiast próbowały dostać się do kurnika - nie mam bladego pojęcia. Gryzonie dokonały pewnych zniszczeń, które teraz zimą będziemy mogli spokojnie naprawić, nie narażając kur na wyziębienie. Między innymi powygryzały w kilku miejscach styropianowe ocieplenie. Poza tym dokonamy przeglądu drewnianej konstrukcji, która od dwóch sezonów stoi bezpośrednio na gruncie. Sprawdzimy przy tej okazji, czy dostatecznie zabezpieczyliśmy drewno przed zniszczeniem. Ponadto rozważamy jeszcze powiększeni części wybiegowej o dodatkową, dostawianą wolierę, która w razie potrzeby mogłaby stanowić oddzielną klatkę na czas kwarantanny czy wylęgu młodych.
Popularność kurzego tematu w równym stopniu mnie cieszy i jednocześnie zadziwia. Z komentarzy, czy licznie przysyłanych maili widać, jak wiele osób ulega kurzej pasji. Odpisuję w miarę możliwości najlepiej jak potrafię. Myślę nawet nad tym, czy nie robić takich kurników na zamówienie. Jeśli czytający uznają, że to dobry pomysł, będę wdzięczna za komentarze i uwagi, na co należałoby Waszym zdaniem zwrócić w tym przedsięwzięciu uwagę.

STYCZEŃ 2013

Teraz zima trzyma nie na żarty. Dobrze się stało, że w tym okresie nie mamy skrzydlatych podopiecznych. Myślę, że na tak małą skalę, jak nasza (6 - 7 ptaków) hodowla zupełnie byłaby nieopłacalna. Po pierwsze kurnik wymaga ogrzewania, a wiadomo, że nie można go zamknąć "na głucho", żeby nie uciekało ciepło, poza tym w zimie kurki i tak słabo się niosą. Obecnie co jakiś czas jemy po prostu pyszny rosół z nioski, których kilka jeszcze mam w zamrażalniku.Minus rozsmakowania się w jajach z własnego kurnika jest taki, że teraz Rodzina nie weźmie do pyska jaja z innej hodowli niż wolnowybiegowa. Nie da się ukryć - jest różnica w smaku!!
Szkoda tylko obierek po owocach i warzywach, za którymi kury przepadają. Z ciężkim sercem wyrzucam wszystko do śmieci. Czuję się zimą zdecydowanie mniej ekologiczna ;)
Gdy tylko zima odpuści, weźmiemy się za serwis kurnika, zanim wprowadzimy nowych mieszkańców. Będę informować na bieżąco, co w kurniku ćwierka. Przyszło nam też do głowy z Z, żeby zrobić wybieg dodatkowy, dołączany do obecnego kurnika, a właściwie woliery. Tym razem planujemy użyć paneli ogrodzeniowych. Zobaczymy jak się toto spawa, jak się sprawdza w praktyce i jak wygląda (wiadomo, względy estetyczne też są ważne).
Nosimy się także z zamiarem, aby kurniki zacząć robić na zamówienie, bo zainteresowanie nimi przechodzi nasze wyobrażenie. Być może projekt będzie więc ewoluował. Myślimy o wersji 'letniej" kurnika, o trochę lżejszej konstrukcji oraz o wersji całorocznej, z ociepleniem i ogrzewaniem wewnątrz. Wszystko zależy od zainteresowania. Tak czy inaczej mam miłe poczucie, że trochę swoją pasją zaraziłam innych, co więcej, zaczynam obserwować swoisty nurt hobbistyczny, amatorskiej hodowli kur.
Z kurzym pozdrowieniem: kukuryku!

MAJ 2013

U nas wiosna dopiero się rozkręca. Wszystko mocno opóźnione. Do tego nasze przeboje z autem jeszcze pokutują w opóźnieniach na różnych frontach, kurzym także. Kurnik wciąż nie zasiedlony, ale w tych dniach musimy jeszcze zrobić jego serwis, a do tego potrzebna pogoda. To znaczy nie może siąpić, lać, padać itp :) Musimy podnieść na kamieniach czy innych trylinkach całą konstrukcję, aby elementy zagrzebane w ziemi obeschły i mogły być ponownie zaimpregnowane. Kurnik bowiem jest bardzo funkcjonalny, a nie chcemy, żeby zgniła mu "podwalina". Zatem nowe lokatorki  muszą poczekać a i nasze podniebienia spragnione własnych jaj ;)

Tymczasem odpowiadając na maile i prośby w komentarzach zamieszczam (wreszcie!!) odręczne plany mojego kurnika, które popełniłam już jakiś czas temu, więc sama z trudem odcyfrowuję o co mi chodziło ;)
Tak czy inaczej, wywiązuję się z obietnicy. Liczę, że fascynaci z domieszką desperacji poradzą sobie z ich odczytaniem a przynajmniej zyskają pewną inspirację i ogólny ogląd kurniczego projektu :)

w praktyce wejście zaznaczone tutaj po prawej stronie - znalazło się centralnie a dodałam okienka, które nie są uwzględnione na rysunku


to jest bok od strony gniazda

bok od strony woliery z wejściem dla kur (po trapie)


rozplanowanie gniazda




lista potrzebnych elementów, które następnie naniosłam na rozplanowanie cięć na płycie.

rozplanowanie cięć na płycie QSB - z tym rysunkiem pojechałam do marketu budowlanego, gdzie z moimi wskazówkami wszystko zostało docięte. odpady pozostały takie jak rozplanowałam :)

Szuflada na odchody pojawiła się dopiero w trakcie roboty, nie została więc uwzględniona na rysunkach.
Plany w większej rozdzielczości, mam w postaci skompresowanych plików. Chętnym wyślę je mailem. :)

39 komentarzy:

  1. Żałuję że dopiero teraz dotarłem do tej strony.Bardzo tego żałuję.Dawno tak się nie ubawiłem Serdecznie pozdrawiam. Edward

    OdpowiedzUsuń
  2. Także chciałbym zrobić wolierę z kurami. Czy jest jakaś szansa na więcej zdjęć waszej lub zdjęć planów "budowlanych". Pozdrawiam - Marcin

    OdpowiedzUsuń
  3. Oczywiście postaram się wydłubać jakieś swoje zapiski :) Projekt był z głowy (czyli z niczego ;) ) ale oczywiście rozpisałam sobie wszystko na "karteczce w kratkę" :D A jakie zdjęcia - ponad tymi, które są na blogu - Pana interesują? Czy chodzi o pokazanie tego co się otwiera itp? A techniczne, szczegółowe kwestie możemy omówić już na privie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-) mój mail marcin.w63@gmail.com - poproszę o kontakt od Pani :-)
      Ogólnie przeglądam zdjęcia różnych wolier - chcę zbudować swoją, ale nie chciał bym czegoś przegapić lub zrobić źle :-) Najlepiej skorzystać z doświadczeń kogoś w tej kwestii :-) Zdjęcia otwierania elementów lub ich opis i oczywiście wnętrza. Wiem,że mają być żerdzie i gniazda chyba, ale jak to ma wyglądać?? nie mam pojęcia ;-)
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. świetny kurnik ;)bardzo dobrze się Ciebie czyta, też mi się marzy malutki kurnik. Swoje jajeczka to jest TO! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzień dobry,jaki jest koszt wybudowania takiego kurnika i na ile kur on jest? również coś takiego podobnego chce wybudować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Marto, cieszę się, że mój kurnik dodatkowo Panią zainspirował. Jeśli chodzi o koszty, to niestety wyszły spore, choć podjęłam się samodzielnej budowy żeby... zaoszczędzić :) Otóż na wzrost kosztów wpłynęły: dodatkowe ocieplenie, "elewacja" i zupełnie niepotrzebna - a kosztowna - dachówka bitumiczna. Marzył mi się miniaturowy domek z dachówką, w efekcie bardzo wzrosły koszty a dachy (nad "livingiem" i nad gniazdem) są bardzo ciężkie. Można z powodzeniem zastąpić ją zwykłą papą. Ostatecznie kiedy przekroczyłam 1000 zł przestałam liczyć. Na obniżenie kosztów mogłyby wpłynąć zakupy u producentów (drewno) lub na allegro (siatka do woliery). Ale z perspektywy porównując gotowe kurniki (koszt ok. 600 - 800 zł) i mój, jestem zadowolona, bo jest zrobiony "na lata", dobrze utrzymywał ciepło w zimie (nawet w największe mrozy). Poza tym satysfakcja płynąca z samodzielnego wykonania czegokolwiek: bezcenna :D W razie pytań - proszę śmiało je zadawać. Z przyjemnością odpowiem. Pozdrawiam

      Usuń
  6. Świetny blog, świetny kurnik i świetne kury!!! Ja też zaczynam swoją przygodę z kurami i kaczkami. Właśnie zabieram się za budowę kurnika więc pozwolisz, że skorzystam z Twojego doświadczenia ;-)Pozdrawiam i zapraszam na mojego bloga

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam.Na początku chce pogratulować pomysłui wykonania. Tak jak pozostali zaczynam bydowe kurnika na 6-9 kur.Zdięcia bardzo mi pomogą,także niektóre rozwiązania są bardzo pomocne.Praktycznie już wszystko wiem co i jak.Tylko zastanawiam się czy ocieplenie steropianem czy watą szklaną wystarczą na mroźne noce w zimie. Czy potrzebne jest jeszcze jakieś dodatkowe wspomaganie ciepła?Jak to jest uwas rozwiązane.Za wskazówki bardzo dziękuje.

    OdpowiedzUsuń
  8. Już spieszę z informacjami :)
    Rzeczywiście samo ocieplenie kurnika nie wystarczyłoby w zimie. My zastosowaliśmy zarówno w "livingu" jak w gnieździe grzałki stosowane w terrariach. Jest to sylikonowy kabelek, który doskonale ogrzewa przestrzeń. Takie kabelki są cały czas na allegro. My kupiliśmy oba kable właśnie tam.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratuluję wspaniałego kurniczka, świetnych kurek i jajek !
    Twój blog bardzo mnie zaciekawił ponieważ też mam wielką ochotę na budowę kurniczka na kilka kur.
    Ciekawa jestem czy biała kurka doczekała się kurczaczków ?
    Czy kurnik przeszkadza tym sąsiadom, których się obawiałaś ? I czy faktycznie jest przesuwany tak jak to miało być w planach.
    Oczywiście jeśli można poproszę o przesłanie projektów i wyliczeń na maila pamiel@op.pl
    Marzy mi się, że przez zimę zmajstruję kurnik aby na wiosnę wprowadzić kurki.
    Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. I następna zakochana w Twoim pomyśle :)
    Jeśli to możliwe też proszę o wsparcie i podzielenie się wiedzą. Ponaddto czekam na wieści z Twojego kurnika. Pozdrawiam Marta
    mmatrix28@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  11. Witam
    Gratulacje piękny kurnik
    W miarę możliwości prosiłbym o wysłanie na email skanu kurnika opisów co gdzie jak się otwiera wymiarów z czego co jest zbudowane(materiał) zdjęcia itp.
    Po prostu wszystko o tym kurniku
    Mój email szymon50@onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  12. no wymiękłam i to do tego stopnia ,że pomimo panicznego strachu przed kurami-co owe wyczuwają u mnie jak pies u listonosza- to klamka zapadła będzie kurnik!!!! mój mżuś dopiero za 5 razem uwierzył ,że nie żartuję-widok jego miny-bezcenny,usiłował nawiązać ze mną dialog w sprawie swoiskich jaj przez 3 lata(odkąd my się zagnieździliśmy na naszej wiosce)mżuś gratuluje zdolności medialnych i przesyła podziękowania

    OdpowiedzUsuń
  13. Witam serdecznie!!
    Bardzo się cieszę, że mój niepozorny kurniczek zdobył kolejnego fana ;) (fankę jeśli chodzi o ścisłość).
    Szymon50 (komentarz powyżej), jako kolejna osoba prosi o rysunki. Chciał nie chciał muszę się zebrać w sobie i szkice odręcznie przeze mnie wykonane, przerzucę w końcu w jakiś cywilizowany i czytelny format. Co więcej, zaczynamy się zastanawiać z mężem, czy nie realizować kurniczków na zamówienie, zwłaszcza, że mamy moce przerobowe :) Zobaczymy jak się sprawa rozwinie, póki co służę swoim doświadczeniem i podpowiedziami.
    Pozdrawiam wszystkich Kurzychhodowcówamatorów!!

    OdpowiedzUsuń
  14. Ale się cieszę, że tu trafiłam! Witam serdecznie, dziękuję za mnóstwo bardzo przydatnych informacji, które weźmiemy pod uwagę przy budowie naszego pierwszego kurnika w tym miesiącu. Chcemy go zasiedlić w marcu, gdy już będzie nieco cieplej.
    Serdecznie pozdrawiam!
    PS. Obierki są doskonałe na kompost :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja cieszę się, że kolejna osoba będzie sobie "robić jaja" :D Pozdrawiam.

      Usuń
  15. Witam serdecznie! Kiedy ujrzą światło dzienne rysunki i projekty? Śnieg topnieje i zamierzam powoli brać się do budowy kurnika na ok. 10 kurek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam cieplutko :)
      Znalazłam swoje stare rysunki - mąż mi je w pracy zeskanuje, jednak postaram się je przerysować na nowo, bo jak na nie patrzę, to sama niewiele już z nich rozumiem ;)
      Żeby jednak zadość stało się zobowiązaniu - najpierw wrzucę na stronkę stare rysunki, a nad nowymi będę pracować. Obiecuję :)
      Pozdrawiam i dziękuję za doping!

      Usuń
  16. Kury "chodzą za mną" od lat - odkąd wyprowadziłam się z domu rodzinnego - gdzie były - do siebie. Problemem dla mnie jest to, że mieszkam w mieście. Dokoła inne domki i ogrody (oraz bloki :-/) ale nikt od lat tu ptaków nie trzyma, chociaż z dzieciństwa pamiętam, że co dom, coś gdakało. Zostaje jeszcze problem karmienia - suche pasze mogę kupić, ale nie wiem, czy zieleniny mi wystarczy.
    Ot, dylematy mieszczucha, któremu marzy się natura...
    Blog świetny - z przyjemnością czytam i oglądam. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. A dylematy mieszczucha rozumiem lepiej niż myślisz.

      Miejsce gdzie mieszkamy, jest czymś w rodzaju nowej osady, stworzonej około 30 lat temu przez działkowiczów. Choć jeszcze ćwierć wieku temu wypasano tutaj krowy, a jak dobrze wytężyć ucho to i kury z gospodarstw położonych ok. 200 - 300 metrów od nas słychać, to i ja naraziłam się swoim sąsiadom hodując kury.
      Jednak nie przejęłam się ich komentarzami, bo to nie zdrój a wiocha jak się patrzy, a my mieszkamy tutaj cały rok! Kury więc hoduję.

      Niemniej jednak mam świadomość, że w miejscu, gdzie są same wille, sąsiedzi mogliby się zbuntować. Ot takie - moim zdaniem - kompleksy mieszczuchów, którzy często ze wsi wyrośli i nie wiedzieć czemu starają się od macierzy odciąć, zapomnieć itd.

      Jednakże, jeśli chcesz spróbować jak Twój pomysł przyjmą sąsiedzi, proponuję skonstruować latem małą wolierę z budką i umieścić w niej najwyżej trzy kurki. Jak się okaże, że jest zadyma - będziesz mieć trzy rosoły. Jeśli zaś pomysł się przyjmie - postawisz większy kurnik i będziesz mogła cieszyć się własnymi jajkami od wiosny do jesieni, albo przy dużym zacięciu i przez cały rok.

      W naszym przypadku już zrezygnowaliśmy - jak pewnie widziałaś wyżej - z hodowli zimą, bo jest mało satysfakcjonująca. Ale od wiosny do jesieni - owszem. I fan i pożytki :) A małą ilością zieleniny się nie przejmuj. Moja pięcioosobowa rodzina "produkuje" zieleniny i na większe stadko, ale przy siódemce chyba zostaniemy i w tym roku.
      Pozdrawiam i życzę wytrwałości w realizacji swoich marzeń :)

      Usuń
  17. Nasze kurki zamówione, mają przyjechać dopiero w kwietniu. Czy mogę prosić o udostępnienie planów budowy kurnika, projekt? Przygotowaliśmy wstępnie podłoże, jutro kupujemy płyty QSB i resztę materiałów budowlanych.
    Czy sprawdził się u Was przesuwany kurnik? Faktycznie go przemieszczacie?
    Serdecznie pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
  18. Jak pisałam dwa komentarze wyżej zabieram się za przerysowanie starych planów (bo już sama niewiele z nich rozumiem ;) )

    A jeśli chodzi o przesuwalność kurnika - w praktyce tego nie robimy. Okazał się okropnie ciężki a i nie bardzo mielibyśmy gdzie go przesunąć, bo mamy okropnie małą działeczkę. Jednak faktycznie, jakby się zaprzeć, to jest możliwość przesunąć go. Zachował mobilność mimo stania w gruncie już od dwóch lat :) Stoi jednak na płytkach chodnikowych pod każdym rogiem. Mieliśmy także na celu zabezpieczenie konstrukcji, która jest z drewna, przed bezpośrednim kontaktem z wilgotnym podłożem, stąd ten patent.

    W naszym natomiast przypadku dodatkowym atutem przesuwalnej konstrukcji jest argument dla sąsiadów, którzy chodzą po terenie i co mogą zgłaszają (czytaj: donoszą) do PIN-u (Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego), że ta "budowla" nie jest na stałe związana z gruntem.
    ... ot uroki sąsiedztwa... Czasem marzy mi się wyjechać w Bieszczady... :D

    Pozdrawiam i dziękuję za czytanie mojego bloga!

    OdpowiedzUsuń
  19. Dziękuję Ci bardzo za wszystko, co tu piszesz, bardzo nas inspirujesz :-)
    Okazało się u nas, że na jakiekolwiek budowle do 25m2 nie są wymagane pozwolenia na budowe a jedynie zgłoszenie do starostwa na miesiąc wcześniej zamiar budowy. To jest plus :-)
    Mąż rozrysował sobie najważniejsze elementy i właśnie kupuje płyty i inne części. Podobno jeszcze poza płytami qsb są jakieą inne, tańsze a równie dobre, zobaczymy z czym przyjedzie :-)
    Przyznam, że wzorował się na Waszym kurniku, ale ostatecznie będzie pewnie jedyny w swoim rodzaju. Zastanawia nas jeszcze, czym zapezpieczyć ściany kurnika - płyta jest odporna na wilgoć, ale czy na 3-tygodniowe deszcze też?
    Na swoim blogu zamieszczę 'dziennik budowy'naszego kurnika, może tez okaże się pomocny dla innych.
    Serdecznie pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
  20. kurki mam od roku,a w tym roku już dorobiłam się rodzinki kaczuch francuzów,parkę karzełków i kochinów miniaturowych.Teraz myślimy nad porządną wolierą bo zimą wpadł mi szkodnik i uśmiercił 4 kurki i kaczuszkę.Miejsca mamy naprawdę dużo,mieszkam na wsi.Pozdrawiam.Czytałam pani opowieści z otwartą buzią,są super.

    OdpowiedzUsuń
  21. Dziękuję za miłe słowa :) Pozdrawiam gorąco, choć aura ciągle zimowa brrrr.

    OdpowiedzUsuń
  22. Melduję, że mamy już własne kurki :-)
    M. zbudował kurnik, ogrodzenie i wszystko co tylko potrzebne, pełna fotorelacja u mnie (http://thebestthing12.blogspot.com/p/kurnik.html )
    Twój wpis nas do tego zmobilizował i zdopingował, bardzo dziękuję.
    I ciepło, wiosennie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. GRATULACJE!!!! Jak widzę kurkowych maniaków przybywa :) Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  23. Mały, ale za to bardzo zgrabny kurniczek!!! Ja jestem na etapie projektowania nowego i przenoszenia kurek z warsztatu do sadu (dla mnie więcej miejsca do pracy dla "dziewcząt" nowy wybieg i hotel;-) Zrobiło się juz ciepło, do tego trafiłem na ten blog więc rękawy do góry i do roboty...
    Pozdrawiam Marcin

    OdpowiedzUsuń
  24. U nas jeszcze kurnik niewyremontowany po zimie, bo głowy mieliśmy zajęte samochodem. Ale samochód już jest, więc pora na kurnik i wyjazd na targ po nowe mieszkanki.
    Zatem - jak u Was - rękawy do góry!

    OdpowiedzUsuń
  25. witam
    sam właśnie zbieram materiały na budowe wlasnego tzn. na mojej działce kurnika i tu ytanie jak idzie to przerysowywanie bo powiem otwarcie ze projekt podoba mi sie baardzo.. co moge podpowiedzic i co stosuje sie tutaj (miszkam w UK) jako zabezpieczenie przed lisami (w waszym przypadku psy) ludzie wykopuja kilkadziesiat cm w glab ziemi i rozwijaja zwykla siatkę na to spowrotem ziemia i gwarantowane ze sie nic nie przekopie ;)
    no ale do rzeczy... jakiego materialu uzyliscie do ocieplenia i jak to jest przymocowane wszedzie czy tylko pod dachem?
    no i co byscie zmienili jakbyscie budowali od zera jeszcze raz?

    OdpowiedzUsuń
  26. Muszę przyznać, że ma Pani lekkie pióro, pisząc o tych pierzastych stworkach. Też myślimy o mini kurniku.

    OdpowiedzUsuń
  27. Witam teraz odkryłem Państwa stronkę choć kurnik chodzi za nami od conajmniej roku. Mamy pieski, kotki, rybki i fajne miejsce w Kotlinie Kłodzkiej choć pochodzimy z żoną i dziecmiz Łodzi. Urzekły nas tutaj widoki i klimaty wiejskie. Sam robiłem różne palkny czytałem itd gdy jednak zobaczyłem ten Państwa projekt pomyślałem to jest kwintesencja tego czego poszukiwałem. Bylibyśmy wdzięczni za te plany co Pani przerysowała bo nie mam predyspozycji mamualnych. Wózek dla mojej starej suczki owczarka mimo,że korzystałem z porad i zdjęć nadesłanych mi przez internałtów był dla mnie sporym wyznaniem. Obawiam się , że pozostaje mi tylko zlecic wykonanie wg planu jakiemuśstolażowi. Liczę na Państwa pomoc i pozdrawiam Radek kedar_ek @wp.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Radku, można skorzystać z planów z tej stronki. Mogę oczywiście wysłać Pani pliki pocztą. Tak czy inaczej jeden z Podczytywaczy wykonał siostrzany kurnik, tyle, że w lustrzanym odbiciu :) W razie potrzebny służę kontaktem. Pozdrawiam

      Usuń
  28. Dziekuję za odpowiedż. Planuje zrobić wymiar x 1.5 ( mam bardzo dużo miejsca ) Np wybieg będzie zchodził z górek, których u mnie dostatek przy domu do siatki (przy płocie zewnętrznym )szerokość ok 15 m. Szuflada była by na dole na kółkach wysówana ( takie z marketu budowlanego ?). Te otwierane Państwa daszki - rewelka . Na podłoga mam parę płyt( tzw dachowe garażowe -cementowe) chyba wtedy nie muszę robić fundamentu ?
    myślę,że 2/3 starczą. Chciałbym czasami wejść i wymyć wnętrze kercherem. Pisali Państwo o szerszych drzwiach muszę o tym pamietać potrzeba taczki itp .Dlatego pogubiłem się trochę w tych wymiarach ale je cały czas rozszyfrowuje. Jak wezmę pomocnika to musimy mieć juz docięte płyty w markecie i zrobiony szkielet i je z wymiarem zbijać. Robiłem podobnie bude dla największego mojego pieska mastifa (Fila brasileiro) i dałem w środek steropian 2 cm czy tu też tak trzeba ? . Pozdrawiam Radek

    OdpowiedzUsuń
  29. Widzę, że zabrał się Pan do sprawy bardzo profesjonalnie :)
    Bardzo zazdroszczę miejsca - niestety u nas wszystko musi byc w miniaturze, bo i taki mamy ogródek :(
    Jestem pewna, że świetnie Państwu pójdzie, a w kwestii styropianu - zdecydowanie kurnik powinien być ocieplony i ogrzewany (zimą). Jeśli temperatura będzie za niska, to kury przestaną się nieść. Także oprócz styropianu, polecam jakiś system grzania. Ja użyłam grzałek do terrarium, jeśli zaś kurnik będzie większy, to może lampa kwoka zdałaby egzamin. Lecz trzeba skalkulować koszty, bo te lampy chyba biorą dużo prądu.
    Tymczasem trzymam palce za sukces budowlany :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  30. Witam!
    Śliczny kurnik. Mam zamiar wybudować również taki sam. Prosiłbym o skany i więcej danych odnośnie grubości płyt, styropianu, listew. mój E-mail andrelimahl@o2.pl Dziekuję.

    OdpowiedzUsuń
  31. Brawo za pozytywną energię, entuzjazm i determinację :). Ciekawie się czyta ;) a czytają wszyscy ci, którzy cenią prawdziwy smak potraw, przygotowanych z "wartościowych produktów", a nie jak to dziś niestety ma w większości przypadków miejsce, z czegoś co koło jedzenia nie powinno leżeć.
    Moja ostatnia przygoda z kurami zakończyła się na etapie pisklę- opierzony podrostek :( jeszcze się nie niosły, właśnie z uwagi na brak odpowiedniej woliery, mam zamiar wrócić do tego pomysłu, uważam za godny naśladowania, choć niektórzy stukają się w głowę ;), ale to chyba tylko ci, którzy nie znają smaku innych jaj, jak marketowe.
    Zastanawia mnie tylko jedna rzecz? Czy nie bardziej się opłaca (ja tak robię) kupować świeżych jaj, prosto spod kury, od zaprzyjaźnionego gospodarza na wsi? Opcja na lenia i łatwiznę ;), odpada całe zamieszanie związane z budową, hodowlą i koniecznością, że ktoś zawsze musi je doglądać. Choć w Państwa przypadku (dla rodziny 5 osobowej) to już chyba zaczyna mieć sens :) Pozdrawiam, powodzenia i życzę wytrwałości.

    OdpowiedzUsuń

Komentarz